Utwór był bardzo popularny początkowo jedynie na Śląsku, drukiem piosenka ukazała się w „Śpiewniku powstańczym” w 1921 roku. Dziś spiewana jest na uroczystościach rocznicowych. Do Bytomskich Strzelców wojska zaciągają, Wojska zaciągają. Niejednej dziewczynie, niejednej kochance. Serca zasmucają, serca zasmucają. Ignacy Skowron (1915–2012). Był synem Jana i Klary z Rudników. Skończył trzy oddziały szkoły powszechnej w Pierzchnicy. Przed powołaniem do wojska służył dorywczo w gospodarstwach rolnych, a od 1936 pracował w młynie „Kłos” koło Kadzielni. W marcu 1938 r. został powołany do 4 pułku piechoty Legionów (Kielce-Bukówka). Gdy piosenka szła do wojskja • Piosenki • pliki użytkownika maks88 przechowywane w serwisie Chomikuj.pl Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb. Fast Money. W wakacje człowiek ma więcej czasu na rozmyślania. Jeśli ma. Czasem ma mniej. Do tej drugiej kategorii, obok kierowców autobusów, którzy muszą zastępować kolegów urlopujących gdzieś nad wodą i innych pracowników zastępczych, należą też publicyści i felietoniści. Gazety muszą się ukazywać codziennie, nawet gdyby wszyscy czytelnicy wyjechali na wczasy, na czele z rządem i parlamentem, gdyby polityka polska i światowa ogłosiła urlop, terroryści zrobili sobie przerwę w zamachach, słowem, gdyby nawet całkowicie i zupełnie nic się nie działo - to gazety musiałyby wychodzić. I ktoś te płachty papieru musiałby zapełniać. Kiedyś ten okres wakacyjno-urlopowy nazywano sezonem ogórkowym. Zazwyczaj dziurę wypełniały festiwale piosenki, polskiej, radzieckiej, żołnierskiej i sopockiej. Stąd wzięło się powiedzenie, że w sezonie nawet ogórek śpiewa. Trochę nam z tych czasów zostało, choć zmieniły się orientacje - zamiast radzieckiej, mamy piosenkę kresową, a zamiast żołnierskiej cygańską, czy też zgodnie z zasadami poprawności politycznej - romską. Są to zmiany w dobrym kierunku, bo osobiście wolę "Graj piękny Cyganie (Romie)" od "A on do wojska był przynależniony", a zamiast "Pust wsiegda budiet sołnce" wolę "O północy się zjawili jacyś dwa cywili" albo nawet "Czerwony pas". W każdym razie bez festiwali obejść się w sezonie nie sposób, ale festiwale nie wystarczają na zapełnienie gazet. Kiedyś pokazywały się w porze ogórkowej węże morskie, potwór z Loch Ness wychylał głowę z jeziora, pokazywał się yeti, łapano gigantyczne anakondy, Big Foot buszował w buszu, odkrywano nieznane cywilizacje, pokazywało się UFO, a w socjalizmie dodatkowo młodzież w czynie społecznym czyniła na polach żniwa i występował palący problem sznurka do snopowiązałki. Dziś nic z tych rzeczy. Trochę kosmici porobili kręgów w zbożu pod Toruniem i odlecieli na urlop na Aldebarana. I tyle. Trzeba siadać i pisać samemu, z głowy, czyli jak powiada moja żona (ale tylko o mnie) - z niczego. I tutaj zaczyna się poważny problem - co i jak pisać. Generalnie - zdradzam warsztatowe tajemnice specjalnie dla młodzieży, która marzy o zawodzie dziennikarskim, a tego jej nie powiedzą na żadnej uczelni - takie wakacyjne pisanie odbywa się na tematy, które poza sezonem nie mają szans. Pisze się o konieczności budowy kolejek wąskotorowych tam, gdzie nie ma miejsca na szerokotorowe. To temat, jaki kiedyś zaproponował Antoni Słonimski. Można pisać o roli stomatologów w projektowaniu kolejek zębatych, albo przeprowadzić w tej sprawie wywiad z dentystą, o ile, oczywiście, nie wyjechał na Malediwy. Jeden z ulubionych wakacyjnych tematów publicystycznych to udowadnianie wyższości ustroju demokratycznego nad niedemokratycznym. Ludzie, zamknięci w upał w murach miasta, piszą z rozpaczy o tym, że nie należy kraść mienia publicznego, bo przyzwoiciej jest zadowalać się prywatnym. Piszę o tym, że pokój jest dobry, a wojna jest zła. Że państwo powinno być uczciwe, w każdym razie uczciwsze od obywateli. Że w normalnym kraju potrzebna jest lewica, potrzebne jest centrum, prawica też jest potrzebna, tylko nie piszą, komu to wszystko jest potrzebne i do czego, bo w upał trudno zebrać myśli. Można w wakacje pisać o rzeczach, o których wstyd trochę pisać poza sezonem, a poza tym, kiedy kłębi się na łamach intelektualna burza w sprawach najważniejszych, o tym, czy SdPl poprze rząd Belki czy też nie poprze i co z tego wyniknie dla szewców i cholewkarzy na Dolnym Śląsku, albo co oznacza nominacja garbatego na stanowisko dyrektora departamentu prostowania kręgosłupów w Ministerstwie Zdrowia, to już na nic nie ma miejsca. Ale teraz, kiedy otwierają się wielkie możliwości i można sobie tematycznie pohulać, staje przed piszącymi - pamiętajcie o tym, drodzy Czytelnicy, otwierając gazetę w grajdole albo w górskiej kolibie - najtrudniejsza z trudnych decyzja. Jak pisać. Są w tej sprawie dwie szkoły. Jedni uważają, że trzeba się dostosować do urlopowych nastrojów i należy pisać wypoczynkowo, lekko, łatwo i przyjemnie. Utwierdzić czytelnika wypoczywającego w nastroju beztroski, poprawić mu dodatkowo humor, rozerwać, jakby gazeta to był powszechny kaowiec (dla młodszych: instruktor kulturalno-oświatowy) z dawnego FWP. Inni natomiast sądzą, że taki byczący się na trawie, nie zaganiany codziennymi obowiązkami czytelnik więcej zniesie i dlatego trzeba mu z powagą i solennością większą niż zwykle wykładać o deontologicznych aspektach istoty bytu w kontekście wyborów samorządowych na Podhalu. Ja osobiście jestem zwolennikiem tej drugiej szkoły. Latem należy pisać teksty trudne, a nawet trudniejsze niż zimą, żeby nie dopuścić do umysłowego rozleniwienia czytelników. Rozleniwiony czytelnik może się przerzucić na "SuperExpress" albo "Fakt", zaś podniecony intelektualnie wysiłkiem i sukcesem - Maniu, zdaje się, że zrozumiałem, chodzi o to, żeby się doskonalić w duchu europejskim - może wspiąć się wyżej i sięgnąć nawet po "Tygodnik Powszechny" albo "Wysokie Obcasy", dodatek dla najbardziej wyrafinowanych umysłów do "Gazety Wyborczej". Nie ja jeden jestem stanowczym orędownikiem utrudniania ludziom urlopów i niedopuszczania do praktykowania życia ułatwionego, które zwalczał jeszcze za sanacji Karol Irzykowski. Nawiasem mówiąc, "Pałubę" Irzykowskiego powinni poloniści zadawać uczniom jako lekturę wakacyjną. Najlepiej niech się dzieci uczą tego na pamięć. Będą lepiej przystosowane do udziału w życiu umysłowym elit. Moim marzeniem są wakacyjne teksty po gazetach o katastrofie ostatecznej, o upadku i klęsce, o gniciu i tyciu. O triumfie zła. O aspektach i projektach. O dopłatach rolników do Unii Europejskiej. O korzyściach, jakie dzieci mają z pedofilii. O pederastii jako ukoronowaniu demokracji przedstawicielskiej. O stosunkach i porachunkach. A o wszystkim solennie, poważnie, nawet ponuro. I tak wszyscy robią tego lata. I bardzo dobrze robią. A ja dalej będę pisał na luzie (jeśli Redaktor pozwoli), jakby to wcale nie były wakacje, tylko sam środek listopada. I znów ktoś do mnie zadzwoni do radia TOK FM, w którym mam stałą audycję (poniedziałki i piątki od 16 do 18), z Wrocławia i powie, że zaprenumerował "Dziennik", który do Wrocławia nie dociera, żeby mnie czytać. I będą czytać te wygłupy w Świnoujściu i Sopocie, a potem zrobią sobie z gazety kapelusz napoleoński, przyprawią czerwony nos na gumce, zatrąbią na papierowej trąbce pod Radą Ministrów albo pod Sejmem i wreszcie staniemy się normalnym, zdrowym społeczeństwem, które nie daje się zastraszyć polityczno-publicystycznym zombies. Bawcie się w wakacje i tak trzymać przez cały rok. Forum > Hyde Park V > A ón do wojska był przynależniony, a óna za nim płakała. głupek -- Szatkuś to cipka ale całkiem sympatyczna No cóż, nie oszukujmy się. Nasza armia nie posiada dla mnie odpowiedniego stanowiska. Więc ja odpadam. -- "Jesli potrafisz zadać własciwe pytanie - odpowiedź pojawia się samoistnie", Sin-Itiro Tomonaga. Co za dupki powyżej. Mimo wieku mam kartę mobilizacyjną, wiem nawet gdzie pójdę i w razie czego z przyjemnością po to żeby tych migających się się, rurkowców i innych niezdolnych przeczołgać (chociaż w dzisiejszych czasach raczej się nie da).A pójdę nie z racji obrony ojczyzny (bo mi to zwisa), tylko żeby postrzelać, pobawić się poważnymi zabawkami, odświeżyć to co zostało zabite przez gry komputerowe (czyli instynkt samozachowawczy, zdrowy rozsądek i myślenie).A ci co nie chcą iść - jest milion sposobów, żeby się wymigać, może lepiej, żeby was tam nie było. -- Żyje się raz a potem straszy … Prowadzę działalność, płacę podatki, żeby wojsko miało się za co mnie wezmą, to kto na to zarobi? Nie, no. Pytam przewrotnie, to akurat mam w zarobi na moją działkę z domkiem, gdy w trakcie moich ćwiczeń będą mi przepadać milionowe zlecenia? A już poważniej - jak połączyć prowadzenie mikroprzedsiębiorstwa, gdzie sam odpowiadam za wykonanie roboty - a więc zysk, z którego się utrzymuję - z dwutygodniową zabawą na poligonie? Nie bawi mnie jakiś śmieszny żołd, jeśli nawet będzie. Nie bawią mnie zwolnienia i inna papierologia. Pracuję, by przeżyć, i nie mam ludzi, którzy mnie na moim stanowisku zastąpią, choćby na dwa tygodnie, jeśli to będzie "wysoki sezon". Nie jestem etatowcem, problemy szefa są moimi problemami. Na codzień nie narzekam, ale co w razie wezwania? Zaręczam, że Ojczyznę szanuję i będę jej bronił, ale w razie braku W mam gryźć trawę? -- Bób Koper Włoszczyzna :chris_f z tym instynktem powiedz to na przeszkoleniu. W życiu nie dostaniesz broni -- Pół żartem, pół litra. Jeśli szukasz czegoś mądrego, to nie szukaj w tym poście. Student WPiA - Wydziału Pijaństwa i Alkoholizmu Nasze małe chłopczyki dorosły i będą zabijać ludzi... Ach jak męsko Osobiście wolę rurkowców, niż troglodytów garnących się do bitki. Jest cień szansy, że ci pierwsi jeszcze dorosną...Jak będą mi chcieli kogokolwiek z rodziny wysłać na wojnę, to osobiście ich poprzemycam za granicę. Nie będą mi chłopaki przelewali swoją i nie swoją krew, bo jakimś opasłym chamom bez szkoły z Wiejskiej się tak podoba. :maciej1988 W razie braku "W" stracisz pewną część zarobków; natomiast w razie "W" Twój domek zostanie ograbiony i zapewne podpalony, Twoja działeczka zostanie rozjechana gąsienicami obcych czołgów, a Twoi bliscy zostaną (tu nie chcę przesadzić z drastycznością przekazu) a następnie rozstrzelani i jeśli ktoś z wrogów będzie miał czas i ochotę to pochowa ich na działeczce. Brutalne, prawda? Ale tak wygląda wojna. Zatem warto bronić się, czy nie? -- "Jesli potrafisz zadać własciwe pytanie - odpowiedź pojawia się samoistnie", Sin-Itiro Tomonaga. Jak pokazuje historia dużo bardziej warto dać się internować w Rumunii albo uciec bezpośrednio do Paryża lub Londynu -- Ragazza non dire a mia madre che io moriro questa sera, ma dille che vado in montagna e che tornero a primavera. :aszika Skoro wolisz rurkowców, to czemu do diaska nawiedzasz ten portal swoimi przemyśleniami. Poszukaj może takiego dla rurkowców. Po Edycie. Może tam Ci się poszczęści i znajdziesz kogoś, kto będzie w stanie z Tobą wytrzymać. Ostatnio edytowany: 2015-03-11 19:48:41 -- "Jesli potrafisz zadać własciwe pytanie - odpowiedź pojawia się samoistnie", Sin-Itiro Tomonaga. :tynf ooo, to nie Ty byłeś rycerzem (czyt. zakutym łbem) wszystkich, którzy wrzucają tu przeróżne paści? Nie Ty krzyczałeś, że wszyscy mają prawo się wypowiadać? A teraz mnie wyrzucasz? Podwójne standardy zawsze w modzie...W ogóle nie wiem czemu akurat Ty się oburzasz. Jak napisałeś, dla Ciebie stanowiska w wojsku nie ma. Wiejskich filozofów tam nie potrzebują, bo tacy nawet do obierania kartofli się nie co do ludzi, którzy nie mieli szczęścia znaleźć kogoś, kto z nimi wytrzymuje, to coś dużo czasu spędzasz na tym portalu. Ja muszę wolny czas dzielić jeszcze z rodziną. Nie warto umierać dla jakiejkolwiek idei i/lub religii. -- .../Edytowanie postów jest dla mięczaków! :aszika Ależ nie zabraniam Ci wypowiedzi, to wolny portal wolnych ludzi. Sama napisałaś, że preferujesz facetów w rurkach, więc zasugerowałem byś niezbyt pośpiesznie aczkolwiek stanowczo oddaliła się w takie miejsce, gdzie przedmiot swego pożądania będziesz miała szansę spotkać. -- "Jesli potrafisz zadać własciwe pytanie - odpowiedź pojawia się samoistnie", Sin-Itiro Tomonaga. :tynf wiem, że z czytaniem ze zrozumieniem u Ciebie nietęgo, ale spróbuj przeczytać moją wypowiedź jeszcze raz. Następnie niezbyt pośpiesznie aczkolwiek stanowczo oddal się w kierunku ściany i uderz w nią głową. Czynność proszę powtarzać. Do skutku. :aszika "Nasze małe chłopczyki dorosły i będą zabijać ludzi... Ach jak męsko Osobiście wolę rurkowców, niż troglodytów garnących się do bitki. Jest cień szansy, że ci pierwsi jeszcze dorosną..."Czyżbym w jakikolwiek sposób przeinaczył Twoje ukryte pragnienia dotyczące rurkowców? Ostatnio edytowany: 2015-03-11 20:16:08 -- "Jesli potrafisz zadać własciwe pytanie - odpowiedź pojawia się samoistnie", Sin-Itiro Tomonaga. Mam jakiś dzień dobroci dla niepełnosprytnych, więc wytłumaczę. Nie lubię cebuli. Czosnku wręcz nie znoszę. Wolę cebulę od czosnku. Czy to znaczy, że uwielbiam i pragnę cebulę? Wyjedź w Bieszczady na miesiąc, zastanów się dobrze i daj mi odpowiedź. Będę tęsknić. Śmichy chichy, ale weźmy taką Szwajcarię. Tam każdy przechodzi przeszkolenie wojskowe i jakoś to nie jest akurat w naszej pozycji geograficznej i geopolitycznej nie możemy sobie pozwolić na brak armii. -- :miss_cappuccino no to wprowadźmy legalne niewolnictwo, za wolnych zostawiając tylko 10% obecnie najbogatszych. Rozumiem, że będziesz wolała się oficjalnie uprzedmiotowić niż ryzykować życiem? -- Zachowaj mnie Panie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Św. Tomasz z Akwinu cześć stary dziadu! Kopę lat. Biorą biorą. Mi przydział zmienili 2 miechy temu i czekam teraz na jakieś wezwanie zacierając rączki -- :aszika Już jutro byś tęskniła; jako człowiek odpowiedzialny, nie mogę sprawiać czytelnikom takiego zawodu. -- "Jesli potrafisz zadać własciwe pytanie - odpowiedź pojawia się samoistnie", Sin-Itiro Tomonaga. :bbirdy chcesz wprowadzac cos, co juz zostalo wprowadzone? -- Tango Alpha Xray Alpha Tango India Oscar November India Sierra Tango Hotel Echo Foxtrot Tango jak wezwą na 4-5 dni to mogę iść pobiegać, ale jeśli dłużej to oznacza dla mnie utratę wszystkich kontraktów i bankructwo. Zobaczymy co będzie. Z tego co na razie wyczytałem, to wojsko nic nie wie o tym pomyśle i nie ma środków na takie ćwiczenia. Bo one, wg ustaw, trwają najmniej miesiąc. Burdel, znaczy się, za przeproszeniem, zaproponujemy w tej wojnie. Ostatnio edytowany: 2015-03-11 21:13:56 :capa a to druga sprawa... ale jak się pieniądze znajdą w budżecie to i na ćwiczenia się znajdą... -- :bbirdy to co napisałeś to jest czysta spekulacja i spora abstrakcja - ciężko się jest do tego ustosunkować. Walka dla mnie jest ostatecznością. Jeśli nie można wyjechać, a życie jest nieznośne do tego stopnia, że śmierć jest wybawieniem to oki. W każdym innym przypadku życie ma większą wartość niż cokolwiek innego. -- .../Edytowanie postów jest dla mięczaków! Tak na oko, to rozmawiamy o ogromnych sumach. Jak dla mnie przeforsowali rozwiązanie na ciężkie szkolonko i już cywil na froncie.:miss_cappuccino Możliwość takiego spojrzenia na świat okupiliśmy II wojną światową. Ktoś musi pilnować porządku. :capa ja tam nie wiem, ale II wojna światowa była chyba w dużej mierze z tego, że ludzię chcieli umierać i zabijać za głupawą ideę -- "Raz się żyje! Na szczęście..." :gogosiek Ale współczesny pokój w naszej cywilizacji jest oparty o wnioski z tej wojny Forum > Hyde Park V > A ón do wojska był przynależniony, a óna za nim płakała. Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj I znów nastały gorące dni – „stronami deszcze stronami pogoda” – i znów ze zgryźliwością godną dwóch tetryków jak co roku powtarzam, że gorzej od kobiety w spodniach wygląda tylko mężczyzna w spodniach. mój pogląd zawsze kładł się cieniem na podziwie, jakim całe życie darzę cywilizację brytyjską: oficer, który nosi spodnie do kolan, nie może budzić szacunku, więc nic dziwnego, że Wielka Brytania straciła propos oficerów: jednak bardziej od kwestii estetycznych zajmują mnie w tej chwili kwestie etyczne. Czytam prasę, słucham informacji w radiu, czasem nawet nastawiam telewizor i coraz bardziej dręczy mnie pytanie natury, rzekłbym, fundamentalnej: czy ja się jeszcze do czegoś przydam w nadchodzącej wojnie?Jestem w wieku, jak mawiają dowcipnisie, poborowym, czyli że takich jak ja prędzej cholera weźmie niż armia. Zwłaszcza że na zdrowiu podupadam. Ale z drugiej strony, w przeciwieństwie do takiej, na przykład, Marii Peszek, chciałbym spełnić patriotyczny obowiązek. Jeśli nie na pierwszej linii frontu i do krwi ostatniej, to bodaj gdzieś w sztabie. W niezapomnianym wodewilu Królowa przedmieścia występuje pisarz gminny Majcherek; może ja mógłbym zostać pisarzem – sztabowym? Do tego chyba nie trzeba być sztabskapitanem, szczególnie że – jak pisał klasyk – skoro Boga nie ma, to cóż ze mnie za sztabskapitan…Z Bogiem czy bez Boga, muszę w tym miejscu ze wstydem wyznać, że nie mam żadnego stopnia wojskowego. Grzechy młodości. Gdy jakieś pięćdziesiąt lat temu zaczynałem rozmyślać nad swoją przyszłością, pod uwagę brałem nie tyle to, kim chcę zostać, ile to, czy zostanie kimkolwiek będzie się wiązać z koniecznością odbycia służby wojskowej. Nie mówimy o zasadniczej służbie wojskowej, zasadniczo wonczas dwuletniej (w marynarce trzyletniej); mówimy o rocznym przeszkoleniu wojskowym, jakiemu w mojej ojczyźnie, Polsce Ludowej, podlegali absolwenci studiów wyższych (bodaj z wyjątkiem seminariów, ale perspektywy przyjęcia stanu kapłańskiego nie brałem pod uwagę, poza tym gdy pogarszały się stosunki państwo-Kościół, również klerycy szli w kamasze). Gdy przyszedłem na świat, moi rodzice trochę się zmartwili: chcieli mieć dziecko, a urodził im się mól książkowy. Po parunastu latach było już mniej więcej jasne, że jedyną formą aktywności, jaką przejawiam, jest czytanie książek oraz wszelkich powierzchni pokrytych literami. Nic więc dziwnego, że próby nakłonienia mnie do podjęcia po maturze studiów medycznych (marzenie matki), studiów prawniczych (marzenie ojca) lub jakichkolwiek innych studiów, dających zawód i zapewniających jakąś pozycję w życiu, spełzły na niczym. Pragnąłem studiować filologię polską, albowiem jak Jorge Luis Borges – jeden z mych faworytnych autorów – wyobrażałem sobie raj jako dziś żyję w raju… Ale filologiem nie zostałem, przynajmniej w tym sensie, że nie mam stosownych papierów. Bo filologów też brali do wojska, a ja cierpiałem na ostrą antymilitarną fobię, której zresztą nie towarzyszył ideowy pacyfizm. W przystępie rozpaczy skorzystałem z furtki, jaka nieoczekiwanie się przede mną otworzyła na parę miesięcy przed maturą. Okazało się, że istnieje twór pod nazwą Wydział Wiedzy o Teatrze, dopiero co otwarty w Szkole PWST nie obowiązywało roczne przeszkolenie wojskowe – załatwił to chyba rektor Łomnicki, który jak wiadomo był zarazem wysokim funkcjonariuszem rządzącej partii, więc miał wpływy. Nie mogło mi się trafić nic tak, ale czy w moim owładniętym przez literaturę świecie było jakieś miejsce na teatr? Owszem, jako nastolatek interesowałem się teatrem nieporównanie bardziej niż obecnie. Chodziłem do teatru dwa-trzy razy w miesiącu, co tydzień czytałem recenzje w „Kulturze”, „Literaturze”, „Życiu Literackim”, a co dwa tygodnie kupowałem „Teatr”, który z taką właśnie częstotliwością się wtedy ukazywał. Mogłem był uznać się za człowieka jako tako z teatrem obytego, zwłaszcza że i w domu rodzinnym teatr budził znaczne zainteresowanie. Pozostawała tylko jedna kwestia: czy tego obycia wystarczy, żeby dostać się na WoT, który był wtedy modny i oblężony – w 1978 roku wraz ze mną na siedemnaście miejsc usiłowało się dostać prawie dwieście się i nawet specjalnie nie żałuję, choć fachu żadnego ze studiów nie wyniosłem (bo cóż ja umiem, cóż ja wiem w porównaniu z pierwszą z brzegu teatrolożką, już nie wspominając o dramaturżce tak uczonej, jak pani AJ). Studia uczyniły też ze mnie człowieka nader nieokreślonego w sensie przynależności wojskowej, co w perspektywie nadchodzącej wojny stanowi, jako się rzekło, wojskowe – koedukacyjne – mieliśmy nad drugim i trzecim roku, w czwartki od dziewiątej do czternastej. Odbywaliśmy je wspólnie z równoległą grupą z wydziału aktorskiego, tak że mogę dziś mówić, iż na przykład Hania Śleszyńska jest moją koleżanką z wojska. Uczyli nas oficerowie z demobilu, kapitanowie, majorzy i pułkownicy – jeden z nich, pułkownik Bortkiewicz, został komisarzem wojskowym PWST po wprowadzeniu stanu wojennego. Na zajęciach rysowaliśmy jakieś mapy, analizowaliśmy strategię i taktykę wyimaginowanych kampanii, poznawaliśmy zasady udzielania pierwszej pomocy oraz ćwiczyliśmy zachowanie na wypadek ataku atomowego – dostałem dwóję, bo nie potrafiłem założyć maski gazowej. Sporo czasu przeznaczone było na ochronę dzieł sztuki podczas działań wojennych. Pamiętam dyskusję na temat ratowania obrazów z Muzeum Narodowego, a zwłaszcza dylematy związane z dziełami o ponadnormatywnych wymiarach – np. jak i gdzie ukryć Bitwę pod Grunwaldem. W efekcie szkolenia wszyscy dostaliśmy zaliczenie ze stopniem (ale nie wojskowym, niestety), a chłopaków przeniesiono do rezerwy z przydziałem: Obrona Cywilna. Koledzy aktorzy chyba nawet nie zagrali w wojennym filmie, bo przestano takowe kręcić…Jeśli nie liczyć stanu wojennego, przeżyliśmy potem trzydzieści parę lat w pokoju, urządzając się lepiej czy gorzej. Spośród moich towarzyszy i towarzyszek broni część rozpierzchła się po świecie i nie znam ich losów, ale na przykład dokonania Hanki Śleszyńskiej są powszechnie znane; Mariusz Pilawski, zwany Borysem, ma swój teatr w łódzkiej manufakturze, a Wojtek Adamczyk – Ranczo w publicznej telewizji; co do mnie, to mogę za Igą Cembrzyńską powtórzyć: „A ja mam swój intymny mały świat…”.Czy okażemy się potrzebni, gdy „Polska da nam rozkaz”, jak na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu śpiewał Adam Zwierz? Na pewno zameldujemy się na pierwsze wezwanie. Przecież ktoś te płótna Matejki musi zwinąć w rulon i gdzieś schować.

a on do wojska był przynależniony piosenka